1992 1993 1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2004 2005
2006 2007 2008 2009 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 2018
Cykl Mistrzowie Polskiego Malarstwa Współczesnego

22.10.2016 Jarosław Fliciński „Na wyciągnięcie ręki”

Gwiazda stoi na wzniesieniu, tuż obok miejsca, gdzie po raz pierwszy popłynąłem. Było to pewnego upalnego lipcowego popołudnia, gdzieś na początku lat 70tych. Wszedłem do jeziora i w obecności kilku osób, które nie zwracały na mnie zbyt dużej uwagi odpłynąłem od brzegu na plecach, patrząc w niebo. Poczułem wówczas olbrzymią przyjemność swobodnego poruszania się w wodzie. Pamiętam wyraźnie jak odkrywałem znaczenie i możliwości nowych ruchów dających tyle nieznanej mi dotąd wolności.

Przyjechałem na jeden wieczór do Poznania na wiosnę tego roku. Przypadek sprawił,że godzinę później znalazłem się – ku mojemu zaskoczeniu – w Strzeszynku. Zobaczyłem to samo jezioro, te same łąki, wyższe drzewa, krzaki i zmienioną restaurację, gdzie wciąż przy odrobinie wyobraźni można odtworzyć jej wnętrze sprzed lat.

W moim portugalskim domu zadzwonił telefon. Był to stary przyjaciel, który poczuł się w obowiązku poinformować mnie o śmierci naszej wspólnej koleżanki. Dowiedziałem się też, iż nieco wcześniej odeszła również i inna, o tym samym imieniu. Gdy kończyliśmy rozmowę miałem już naszkicowany w wyobraźni projekt gwiazdy na tle nieba. Było to na dwa tygodnie przed przyjazdem do Poznania.

Kiedyś zamówiono u mnie obraz z serii „Kwiaty”. Gdy był już skończony zadzwoniłem żeby poinformować, że jest gotowy. W słuchawce po chwili ciszy usłyszałem: umarła moja matka. Wróciłem do obrazu i w puste kwadraty pomiędzy kwiatami domalowałem gwiazdy. To był początek serii „Kwiaty i Gwiazdy”. 

Pierwsze dni roku 2001, pełnego przepowiedni na nowy wiek, kiedy jeszcze nic nie  zapowiadało spiętrzenia wydarzeń mających nastąpić już wkrótce, spędzałem w domu przyjaciół w okolicach Bordeaux. Fotografowałem słońce. Moje obrazy przeszły właśnie w murale zbudowane wyłącznie z pasów i dużych kół. Mając przed oczami jedno ze zdjęć rozpromienionej jasnej kuli, postanowiłem koło zamienić na wieloramienną gwiazdę. Prosty rysunek najpierw wyciąłem w papierze, a rano powiększyłem na białej ścianie i wypełniłem białą, błyszczącą farbą. Dom wciąż istnieje fizycznie, na jednej z jego ścian wciąż jaśnieje Biała Gwiazda, jednak dom ten od wielu lat nie jest taki sam, jest zupełnie inny.

Wszystko bezustannie poddawane jest zmianom. Można je w pewien sposób przewidzieć, niekiedy nieco zmienić ich kierunek, jednak nie da się im zupełnie zapobiec. Rzeczywistość kipi jak wielki ocean magmy, tworząc nowe struktury. Każdego dnia, w każdej chwili ktoś, gdzieś płynie pierwszy raz lub zamyka oczy po raz ostatni. My jesteśmy gdzieś pośrodku.

Jarosław Fliciński
Wrzesień 2016